Kłócą się, ale nie wściekają się: Moja dziwna rodzina – Pamiętnik po polsku #005

Niedawno wróciłem z długiej podróży (głównie) w Polsce. Więcej o tym będę później pisać. A znacznym w tym jest to, że spędziłem dwa tygodnie z całą rodziną, chociaż za granicą. Przed tym już minęło rok, odkąd widziałem swoich rodziców.

Gdy ojciec przyłączył do reszty rodziny, naraz pojawiła się unikalna dynamika rodzinna, za którą w pewnym sensie tęskniłem; której nie mogę sobie wyobrazić w żadnej innej rodzinie.

Już podczas miesięcznego pobytu matki u mnie, dziwili się moi współlokatorzy tym, jak się komunikują i dogadują ona i moja siostra. Wydawało im się, że one się ciągle kłócą, na każdy temat.

Podczas całego kolejnego miesiąca, gdy podróżowaliśmy z całą rodziną, obserwowałem i zastanawiałem.

Oczywiście, że tylko mam doświadczenie z własnej rodziny, a być może wszystkie rodziny właśnie tak wyglądają między sobą. Ale obiektywnie rzecz biorąc, wszyscy członkowie mojej rodziny mają całkiem mocny głos. Może tkwi w genach. Więc wszyscy rozmawiają głośno. Narzekają głośno. Debatują głośno, a wydają się innym, że krzyczą.

Poza tym wydaje mi się, że wszyscy się łatwo denerwują. Ojciec, choć hojny, bywa surowy, jeśli chodzi o to, żeby wszystkie działania miały sens. Ja po nim mam zwyczaj ostrożnego rozważania wad i zalet, mimo że mam inne priorytety. Siostra bywa dość uparta na punkcie rzeczy, na których bardzo jej zależy, ale są nieważne dla reszty rodziny. Ma jakoś inne wartości.

Były w istocie tematy, na które naprawdę warto się wkurzyć. Na przykład nieporozumienie się, jak postąpić, gdy pojawiły się poważne problemy w podróży. (Przez polityki rządu hongkońskiego musieliśmy wielokrotnie zmieniać plany i straciliśmy pieniądze.) Ale nawet drobne sprawy mogą spowodować dużą kłótnię. Czy wypada coś zachować czy wyrzucić? Co mamy jeść? A, głosy już się podnoszą.

Czasami zadaję sobie pytanie, czy ja jestem specjalny? Przecież mam taki sam talent mówienia głośno w genach. Ale generalnie mam wrażenie, że mam dość złości w środku siebie. Nie podoba mi się bycie wściekłym, albo pragnienie wymyślenia wściekłych wyrazów i nawet obraz. Męczą mnie.

Ale kiedyś kłóciłem się od czasu do czasu z rodzicami. Co się stało, odkąd wyprowadziłem się? Czy życie w innym kraju mnie zmieniło?

Być może mam potrzebę, żeby się odróżnić od innych. Udaję, że nie wkurzam się, żeby czuć się lepszym.

Być może przez ostatni czas jeszcze bardziej przyzwyczaiłem się do argumentowania. Kiedy jesteśmy spokojni, bardzo podoba się mnie i mamie wyliczanie i dyskutowanie różnych argumentów i powodów wszystkiego, na czym nam zależy. Moja pasja do tego procesu rosnął podczas studiów, a nawet w zdenerwowaniu wolę przeanalizować to, dlaczego inna osoba nie ma racji.

Alternatywnie, być może ja jako muzyk (i ostatnio też narrator) nauczyłem się używać swojego głosu bardziej delikatnie, w sposób kontrolowany i umiarkowany.

Być może obserwowanie tych kłótni z boku po prostu sprawia mi przyjemność, a dlatego nie chcę się wtrącać. Kto wie.

W każdym przypadku, jak policzył tata, w przyszłości już nie ma zbyt dużo dni, w które będziemy razem spędzali czas w ogóle. Żyjemy w różnych krajach, dzieci będą się żenić, rodzice się starzeją…Nie pozwalamy małej kłótni marnować tego cennego wspólnego czasu.

Ale! Najważniejsze jest to, że wśród nami nigdy nie ma wrogości. Mimo wszystkiej kłótni, mimo wszystkich wrzasków, nigdy się nie złoszczą. Dopiero godziny po strasznej kłótni już się godzą i chodzą po wesołą kolację.

Może polega to właśnie na miłości rodzinnej.

Powiedzcie mi w komentarzach. Czy wasze rodziny się kłocą? Jak się zachowują, kiedy spędzają razem czas?

Gadajmy następnym razem.

(To jest część serii postów, w których przemyśliwam o ważnych dla mnie sprawach. Jest również częścią mojego planu, żeby dotrzeć do poziomu zaawansowanego języka polskiego w ciągu następnego roku.)